Mijamy dni jak przejeżdżające obok samochody, nawet jeśli są na długich światłach, widzimy je tylko chwilą. Nawet nie zwracamy uwagi na tablice rejestracyjne . Tylko jedna z nich ma na sobie kod naszego końca. Podczas mijania takowej zostajemy zupełnie sami. Oddajemy ostatni dech w totalnej pustce. Ile trzeba mieć w sobie wiary, by uświadomić sobie, że koniec jest naturą początku i nic, absolutnie nic nie trwa wiecznie, oprócz jednego. Miłości. Tej wielkiej, okraszonej bukietem ślubnym i nawet wyprawą w kosmos nocami, ale też tą małą codzienną, kiedy kupując bułki rano dla kogoś, wypełnia przestrzeń pragnienia sobą. Wreszcie tę najmniejszą, gdy będąc na dnie doszukujemy się rzeczy dobrych, znaczących, jak uśmiech czyjś, jak promienie słońca przedzierające się przez chaos kolorowych liści, kiedy słychać z daleka muzykę miasta, pachnie świeżo zaparzona kawa, pies merda ogonem, tramwaj zaczekał na biegnącego pasażera. Za tym wszystkim stoi mała Radość, zwana życiem. I jakkolwiek bywa nieznośnie, krótko, przygnębiająco, szaro... zawsze jest coś więcej, jak w automatycznym zegarku - nieubłagalnie czas ucieka, ale wymierza spokojny ton życia. Swoim rytmem : smutków, radości, obecności. Jedyne, co można zrobić to miłość. Wykrzesać ją w sobie, nawet dla złych chwil, dla lampionów przeszłości. I pamiętać, że człowiek jest ludzką Istotą, każdy, absolutnie każdy ma pragnienie ciepła,a my możemy je wskrzesić. Nawet podstępem obojętności.
Urodził się spod igły
wyostrzonych czasem oczekiwań
od samego początku
ścisnął mocno krtań
krzykiem historii.
Teraz odpoczywa
w cieniu wyobrażeń
badając skrzętnie tętno zapomnienia
gdy siedzieli razem
pod zamkniętymi powiekami marzeń.
Niedyskretny czas
nieudolnie dopinał słowa
do ich bezkształtnych biografii
z nowo nienarodzonych chwil.
Tylko mocno podchmielony
kamerdyner ich losów
ledwo nadąża zapalać
uliczne lampy naftą nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz